Reportaże
W krainie krokodyli
Adelaide
Coober Pedy
Darwin
Kakadu National Park
 
15.10.2005

Kolejne odcinki

> W krainie krokodyli >
> Panikowac nie trzeba >
> Rybki sobie łowie >
> Gniazdo w prezencie >
> Odcinek V >
> Odcinek VI >
> Odcinek ostatni >
 

Odcinek II - Panikować nie trzeba

Krokodyle szybko stały się ulubionym tematem dyskusji w czasie naszej wycieczki. Za oknami samochodu przesuwały się kilometry zielonego buszu, a wewnątrz auta rozbrzmiewały tysiące gorączkowych pytań.

Co bezpieczne, co niebezpieczne, co wolno a czego nie wolno? Czy ryzykujemy życiem jadąc na taką wyprawę? Deano, doświadczony i rozkochany w przyrodzie wszelkiej przewodnik, był nieźle rozbawiony.

- Panikować nie trzeba - stwierdził. - Niemniej wybierając się do Kakadu, warto pamiętać, że słonowodne krokodyle zamieszkują większość tutejszych rzek i rozlewisk wodnych - dodał pouczającym tonem. - Generalnie, tam gdzie woda tam może być i krokodyl. Glówna zasada bezpieczeństwa - nie wchodź do wody i uważaj na brzegu.

Krokodyle znane są z tego, że lubią polować w wodzie i przebywać w jej pobliżu, że jednak chodzić potrafią to też przemieszczają się pomiędzy rozlewiskami wodnymi. Można więc je spotkać i na lądzie, daleko od wody. Jeśli ma się pecha.

Są tu też krokodyle słodkowodne, ale tymi nikt się nie przemuje. Dużo mniejsze, określane są jako "nieśmiałe" i zwykle nie atakują ludzi a co najważniejsze ich atak nie jest tak niebezpieczny jak słonowodnego krokodyla. Nie znaczy to, ze należy się do nich zbliżać, glaskać czy też próbować się z nimi bawić. Może i są nieśmiałe ale odgryźć palec potrafią.

Nie skupialiśmy się zbytnio nad wizualnymi różnicami pomiędzy tymi dwoma gadami. Dla wszystkich było jasne, że na widok jakiegokolwiek krokodyla, będziemy uciekać gdzie pieprz rośnie. Nikt nie będzie się przyglądał i zastanawiał, czy też może ten krokodyl to tylko słodkowodny i wcale nie trzeba się bać. Po takiej chwili zastanowienia, na ucieczkę przed słonowodnym krokodylem może już być za późno.

Pora deszczowa jest tym okresem roku, w którym zwiedzanie Kakadu staje się nieco bardziej niebezpieczne niż zwykle. To teraz samice składają jajka - marne widoki dla tego, kto przez przypadek znajdzie się w pobliżu ukrytego na brzegu rzeki gniazda.

Obficie padające deszcze sprawiają, że rzeki rozlewają się daleko poza swe typowe koryto, zdarza się, że na szerokość dwudziestu kilometrów. Po kilku miesiącach ulewnych deszczy ziemia przestaje wchłaniać spadającą z nieba wodę i powstają rozliczne mokradła. Raj dla zwierząt wszelakich w tym i krokodyli. Po trudach pory suchej, szybko nabierają wigoru i obejmują w posiadanie większość zalanego wodą Kakadu. Można więc je spotkać w miejscach, w których nikt się ich nie spodziewa.

Raz na parę lat deszcze są tak ulewne, ze powódź zalewa pobliskie miasta. Kiedy rzeka potulnie wraca z zalanych terenów w swoje koryto, zaczyna się czas wielkich niespodzianek. Krokodyl wylegujący się w niedawno zalanym ogrodzie, czy też plywający w przydomowym basenie - takie widoki nie są rzadkością. Parę lat temu, po powodzi, kilka krokodyli znaleziono w supermarmarkecie. W dziale mięsnym rozkoszowały się łatwą zdobyczą.

Wraz z końcem pory deszczowej, zaczyna się okres wytężonej pracy dla rangersów, tutejszych strażników przyrody. To oni właśnie, wzywani przez zdesperowanych mieszkańców, wyłapują krokodyle z miejsc, w których nikt sobie ich nie życzy i wywożą w gląb Kakadu Parku. Od 1971 roku krokodyle znajdują się pod ścisłą ochroną, nie można ich więc zabijać tylko dlatego, że siedzą na nieswoim terenie.

Pocieszeni, że nie ma się czym martwić, bo pora deszczowa niedawno dopiero się zaczęła, wiec krokodyle jeszcze nie wszędzie sie rozlazły, przyjechaliśmy nad Adelaide River. ...Nad rzekę pełną krokodyli.

Nakarmić krokodyla

Ulubiona przez wszystkich rozrywka - karmienie krokodyli, najlepsze do tego miejsce - Adelaide River. W tej rzece żyje około dwóch tysięcy słonowodnych krokodyli. Oznacza to, że średnio co osiem metrów to inny krokodyl. Sama rozkosz.

Zanim wsiedliśmy na niewielki stateczek, spotkanie oko w oko z pytonami.

Nie pełzały co prawda, wokół nas w trawie, a zostaly przyniesione z akwariów - to ulubieńcy pracowników przystani.

Po raz pierwszy w życiu myłam ręce przed dotykaniem zwierzaka zamiast po. Cała się pięknie i odpowiedzialnie wysmarowałam kremem do opalania w ochronie przed czerniakiem a jak się okazało, dla węża kontakt z taką substancją jest niewskazany. A nawet niezwykle niebezpieczny. Popędziłam więc się szybko wyszorować.

Szczęśliwa i zupełnie już niegroźna dla pytona, otrzymałam jednego do potrzymania.

Nie wyobrażałam sobie, ze węże są takie przyjemne w dotyku. Mają cudowną, delikatną skórkę i w żadnym wypadku nie są obślizgłe. A kolory i wzory to raj dla oka. Niesamowite jak szybko i zgrabnie się poruszają, nie nadążałam z przekladaniem rąk, nie chcąc aby mój niewielki pyton uciekł mi na ziemię. Po tej zabawie był biedak caly w supłach. Niepotrzebnie się martwiłam, jak się okazuje, to dla niego nie problem.

Przy okazji nowa pouczająca wiadomość. Pora deszczowa to nie tylko raj dla krokodyli ale i dla węży. Ponoć niezliczone ich ilości pełzają teraz wśród podmokłych traw. Niestety nie tylko przyjazne pytony ale również przeróżne gatunki jadowitych węży, od tych z relatywnie niegroźnym jadem, po te, których ukąszenie zabija w kilkanaście minut.

Z ulgą i nieco nazbyt pośpiesznie opuściliśmy pięknie zazieleniony ląd i wskoczyliśmy na lódkę.

Płyniemy rzeką, zadziwiwiające, że przy takiej ilości krokodyli zamieszkujących te wody nigdzie ich nie widać. Z drugiej jednak strony, nie takie to dziwne, rzeka jest strasznie zamulona.

Jeden z brzegów rzeki porośnięty jest glównie trawą, drugi zarośnięty niewysokimi drzewami i krzakami. To tam siedzą krokodyle. Czają się w chaszczach w oczekiwaniu na ewentualną zdobycz, lub śpią, polują bowiem najchętniej nocą. Oczy świecą im się wtedy pięknie na czerwono, tak jakby chciały ostrzec potencjalną ofiarę - uwaga, płynę do ciebie.

Niewielka to jednak pomoc jeśli jest się już w wodzie. W wodzie słonowodny krokodyl jest omal nie do pokonania. Szybki i zwinny pomimo swego potężnego cielska, podpływa z prędkoscią torpedy, łapie zdobycz i wykonuje z nią w paszczy tak zwany "obrót śmierci". Ofiara z olbrzymią siłą wtłoczona pod wodę, obracana w kółko traci orientację i szybko sciągana jest na dno. Prawdopodobnie, krokodyle obracają się ze swą zdobyczą jak korkociąk, nie tylko po to by ją utopić ale też by ją połamać i łatwiej potem rozszarpać na części. To dlatego, że nie potrafią połykać zbyt dużych kawałków mięsa w calości. Ten fakt im jednak zupełnie nie przeszkadza w atakowaniu dosłownie wszystkiego. Potencalny ich posiłek może składać się z ryb, ptaków lub żółwi. Nie wzgardzą oczywiście koniem czy też krową a czlowieka traktują jak każde inne świeże mięso.

- Czyli co - pytam - wejście do tej rzeki to pewna śmierć? Czy też mam jakieś szanse przepłynąć z jednej strony na drugą, nieuszkodzona?

- He, he - zaśmiał się Chris, sternik. - Nie radzę próbować. Aczkolwiek, jest szansa, że nic Ci się nie stanie zaraz po wejściu do wody, pod warunkiem, że wejdziesz od prawego brzegu (tego bez chaszczy, porośniętego jedynie niewysoką trawką). Zdecydowanie też lepiej probówać szczęścia w dzień, niż w nocy - dodał. - Być może uda Ci się popływać przez chwilę - zawiesił głos - ale nawet jeśli zdołasz jakimś cudem dopłynać w pobliże lewego brzegu, nie daje Ci żadnych szans na to, że wyjdziesz cała na ląd z tamtej strony.

- Ah tak.

- "O wilku mowa"...- rzuca Chris i zatrzymuje łódkę wskazując równocześnie na lewą stronę rzeki.

No jest nareszcie, tuż pod powierzchnią wody widać wielkie cielsko zmierzające w naszym kierunku. Niesamowite jak szybko płynie i jak cicho. Jak nas poinformowano, te krokodyle przyzwyczaiły się już do statków i wiedzą, że czeka je tu łatwa zdobycz. Krokodyla, który płynie na prawdziwe polowanie można zobaczyć dopiero w chwili ataku. Podpływa do ofiary trzymając się blisko dna i nawet w takiej zamulonej rzece dobrze wie, w którym miejscu wyskoczyć żeby ją złapać.

Ten tutaj się nie spieszy, spokojnie ocenia odległość jaka dzieli go od kawałka mięsa zwisającego na sznurku. Rzucił się w górę tak nagle i szybko, że aż wszyscy podskoczyliśmy. Dobrze, ze nikt nie wpadł do wody.

Obserwujemy różne rodzaje ataku. Popisy nieomal cyrkowe. Tony, niespiesznie przyczepiając kolejny kawał mięsa do sznurka zapewnia, że nikt tych krokodyli nie trenował. Widowiskowe wyskoki w górę to zwyczajny zupełnie sposób polowania. Na przykład na ptaki. Leci taki zbyt nisko nad wodą, jeden zwinny krokodyli wyskok i po nim.

Podplywają niewielkie, metrowe krokodyle, jest też kilka około trzymetrowej długości. Nie udaje nam się zobaczyć prawdziwych olbrzymów - tych, które mają ponad sześć metrów. Do takiej ponoć dlugości dorastają te największe, mają wtedy - mniej więcej - siedemdziesiąt, osiemdziesiąt lat. Być może więc, jako że są równocześnie najstrasze, godność nie pozwala im na gonienie za jakimś głupim statkiem i zwisającą z niego linką. Niech młodziki się tym trudzą. A może raczej, jako że jeszcze pamiętają czasy polowań - nie mają zaufania do człowieka? Poniekąd zresztą słusznie.

Dyskusje nad rozmiarami krokodyli zawsze budzą spore emocje.

Znane są historie o spotkaniach z dziesięciometrowymi krokodylami słonowodnymi w zatoce Bengalskiej, a jeden z myśliwych polujących na krokodyle w północnej Australii w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku upolował ponoć ponad ośmiometrowego krokodyla. Nie ma niestety żadnych dowodów na to, że opowieści te są prawdziwe, trudno więc je traktować jako fakt naukowcom. Przyjmuje się więc, że największe krokodyle słonowodne dorastają do siedmiu metrów a i to zdarza się niezwykle rzadko.

Bez względu na wielkość, jedną cechę ogladane przez nas gady mają wspólną, atakują z niezwyklą prędkością i zwykle skutecznie.

   
Kakadu National Park fotografie »
   
Iwona Król ( Sydney ) następne >
Australia na fotografii 

copyright © 2005 michal turski Australia