Reportaże
W krainie krokodyli
Adelaide
Coober Pedy
Darwin
Kakadu National Park
 
15.10.2005

Kolejne odcinki

> W krainie krokodyli >
> Panikowac nie trzeba >
> Rybki sobie łowie >
> Gniazdo w prezencie >
> Odcinek V >
> Odcinek VI >
> Odcinek ostatni >
 

Odcinek III

Gniazdo w prezencie

Były za to na pewno w Adelaide River. Rzeka wygląda bardzo dla nas swojsko, niewiele różni się od dobrze nam znanych, urokliwych polskich rzek. Bujna roślinność na brzegach na pierwszy rzut oka prawie identyczna. Aż chciałoby się wskoczyć w kajak i powiosłować w dal. Chyba przez chwilę zapomniałam gdzie jestem.

Z zadumy wyrywa mnie nagły zwrot łodzi i podekscytowane głosy. Zbliżamy się do brzegu. Z bliska widać już, że roślinność jest zupełnie inna niż nasza, a na krzakach wisi wściekle różowa wstążka. Długa i gruba wije się pomiędzy zielenią. Niezły widok.

- Patrzcie uważnie, mówi Tony - gniazdo krokodyla!

Jest rzeczywiście, zbudowane z suchej trawy i liści zaraz przy brzegu. Otoczone wysokimi trawami i krzakami, z lądu chyba trudno je zauważyc. Z rzeki zresztą też. Na gnieździe krokodyl, dwumetrowa samica, która ucieka od razu do wody. Ucieka, czy też może próbuje odwrócić naszą uwagę od gniazda, niemniej znika szybko w odmętach rzeki.

- Biedna samica - mówi Tony - nie zdaje sobie sprawy, że pilnuje gniazda, w którym nie ma już jajek.

- Jak to nie ma jajek?

- Australia prowadzi program kontroli przyrostu naturalnego wśród krokodyli - wyjaśnia - jest ich już tu tochę za dużo. Zastanawiano się nad wprowadzeniem kontrolowanych odstrzałów ale na razie tylko podbieramy krokodylom jajka z gniazd.

Każdego roku, specjalne ekipy latają helikopterami nad brzegami rzek i wypatrują gniazd. Kolorowe, dobrze widoczne z daleka wstążki zrzucane są w ich okolice i tak kończy się etap pierwszy.

Część druga jest trochę trudniejsza. Odpowiednio wyszkoleni rangersi wypływają na rzekę łódkami. Dzięki kolorowym wstążkom gniazda znajdują szybko. Teraz już tylko jedna osoba musi wyjść na brzeg i wybrać jajka, w jednym gnieździe może ich być nawet siedemdziesiąt. Drugi rangers w tym czasie zachęca krokodyla do ataku i tym samym pogoni, odciągając go na bezpieczną odleglość. Musi się nagimnastykować żeby krokodyl na nim skupił calą swoją uwagę i pilnować żeby znienacka nie wrócił i nie rozprawił się z myszkującym po jego gnieździe intruzem. Jest w końcu w łodzi, a jego przyjaciel na lądzie nie ma żadnej ochrony. Jajka są liczone i mierzone, niektóre podkłada się z powrotem do gniazd ale większość przekazywana jest do farm, w których hoduje się krokodyle. Dla ich mięsa i skór oczywiście. Jest też w Darwin ośrodek naukowy, który hoduje krokodyle jedynie w celach badawczych, tam wyklute z owych jajek krokodylki, dożywają spokojnej starości.

Mam nadzieję, że pomysł odstrzałów zarzucono na zawsze, aczkolwiek podnoszą się krzyki na ten temat za każdym razem, gdy ktoś ginie zaatakowany przez krokodyla. Coraz częściej padają głosy, że podbieranie jajek to za mało, krokodyle panoszą się już wszędzie i stają się zbyt niebezpieczne dla ludzi - czas z tym coś zrobić.

Na razie nikt jeszcze nie strzela nad Adelaide River, dopływamy do brzegu zostawiając krokodyle w spokoju.


Wystraszyć jaszczurkę

Podekscytowani widokami pakujemy się do samochodu i ruszamy dalej. Do Kakadu Parku.

- Miejmy nadzieję, że więcej krokodyli już nie zobaczymy w czasie tej wycieczki - rzuca radośnie Deano poprawiając kapelusz.

No tak, teraz to byłoby już niebezpieczne spotkanie.

Pędzimy drogą przez busz. Ciągle jeszcze widać, że niedawno dopiero skończyła się susza ale soczysta zieleń jest już dominującym kolorem. Ostro, wśród młodych roślin, świecą się złote kępy suchych traw i jaśnieją w słońcu nieskalanie białe pnie drzew. Niektóre dla odmiany połyskują smolistą czernią, najwyraźniej nadpalone w czasie pożaru - a jednak ich galęzie pełne są zielonych liści. Tu i ówdzie sterczą jasno beżowe kikuty na wpół martwych, wysuszonych drzew. Ciemno czerwone plamy widocznej gdzieniegdzie ziemi dopełniają paletę barw. Kraina kolorystycznych kontrastów.

- Jeszcze parę miesięcy i nie poznacie tego miejsca - mówi Deano. - Trawy wyrosną na wysokość drzew i będzie tu bajkowo.

A wydawałoby się, ze już jest.

- Wjechaliśmy właśnie do Kakadu - dodaje, wskazując na mijany znak.

Okolica się nie zmienia, busz nic sobie nie robi z faktu, że oto znalazł się w Parku Narodowym, rośnie tu zupełnie tak samo jak poza nim.

Nagły pisk opon, samochodem rzuca we wszystkie strony - należało chyba zapiąc pasy - czy my mamy wypadek?

To tylko Deano zauważył jaszczurkę przy drodze, nie wiem jak mu się to udało przy takiej prędkości. Wyskakujemy jak najszybciej z samochodu, potykając się jeden o drugiego. Robiąc taki rumor przegonimy nie tylko tą jaszczurkę ale i wszystkie zwierzaki w Kakadu

- Widzicie ją? Siedzi teraz na drzewie.

Pomimo, ze Deano pokazuje na jedno, konkretne drzewo, nikt jej nie widzi.

To pewnie to słońce tak oślepia, stwierdzamy zgodnie. Po chwili trochę nam już bowiem głupio. Gapimy się jak sroki w przysłowiowy gnat. Gdzież jest ta jaszczurka? Pewnie Deano żarty sobie stroi, dowcipniś. A jednak jest. Całkiem spora, siedzi rozpłaszczona na drzewie i łypie lewym okiem, prawego nie widać, jest z drugiej strony głowy.

To Frilly Lizard. Jaszczurka znana z tego, że zdenerwowana stawia na sztorc fałdy skóry na głowie, które układają się wtedy w piękny wachlarz, wachlarza należy się bać - wedle jaszczurki. Ta jednak niczego nie nastawia. Oznacza to, że jest zupełnie zrelaksowana.

- Jak to możliwe - pytamy. - Jest tu nas dziesięcioro, raczej bardzo blisko drzewa i to jej nie przeszkadza?

- Nie będę udawał jaszczurzego psychologa, ale ona pewnie wierzy w to, że jej nie widać na tym drzewie. Nikt jej poza tym przecież nie atakuje.

Właściwie ta jaszczurka ma pełne prawo myśleć, że jest niewidoczna. Gdyby nie Deano nigdy byśmy jej nie zauważyli, a skąd ma niby wiedzieć, że jest z nami.

Kiedy próbujemy podchodzić bliżej, zwinnnie przesuwa się w przeciwnym kierunku, idealnie wpasowuje w kształt drzewa i znowu zamiera bez ruchu. Teraz już łypie okiem prawym.

Po zrobieniu miliona zdjęć wracamy do auta. Pomysł straszenia jaszczurki, a tym smym zachęcenia jej do straszenia nas w zamian "wachlarzem", został odrzucony po krótkiej aczkolwiek burzliwej dyskusji.

   
Kakadu National Park fotografie »
   
Iwona Król ( Sydney ) następne >
Australia na fotografii 

copyright © 2005 michal turski Australia